czwartek, 12 marca 2009

Filozofia zza kierownicy

Mam swój własny pojazd.

Pojazd jest stary i mocno sfatygowany, ale jest i jest tylko mój. Przemieszczam się nim i daje mi to poczucie niezależności. W ogóle odkryłam, ze posiadanie własnego środka lokomocji daje człowiekowi możliwości o jakich wcześniej nie marzył.

Fascynuje mnie zjawisko całkowitej alienacji kierowców z otoczenia. Siedzą sobie tacy Panowie, i na szczęście rzadziej, Panie i są sami tylko dla siebie w swoich malutkich autkowych światkach jak bańki mydlane, przez które niewiele do nich dociera. Siedzą i dłubią sobie w nosie, nie zdając sobie nawet sprawy, ze wokół nich stoją sobie inne auta z innymi kierowcami, którzy takze dłubią sobie w nosie. Trzeba zażywać każdej dostępnej rozrywki kiedy człowiek stoi w korku - nawet jeli jest to próba tracheotomii na własnym mózgu :D

Niezwykłym zjawiskiem jest także makijaż. Dziś jechałam sobie spokojniutko za Panią, która skutecznie blokowała cały przejazd kolejowy, próbując umalować sobie rzęsy :D

Miałam kiedyś koleżankę o dźwięcznym imieniu Elwira, ale nam się lekko urwał kontakt. Elwira zawsze, ale to zawsze, przychodziła do szkoły w pełnym i szalenie starannym malunku. Zapytana raz, jak to robi, i o której godzinie rano musi wstać żeby zdąrzyć, stwierdziła lekko, ze codziennie zasypia, a odwozi ja ojciec. Makijaż to ona robi sobie w aucie (w czasie jazdy i to szybkiej, bo ojciec spieszy sie do pracy), korzystając z lustereczka nad siedzeniem pasażera - ONA CODZIENIE MIAŁA IDEALNIE OBRYSOWANE OCZY EYE LINEREM. Jak jej się to udawało nie wiem do dziś, bo sztukę korzystania z eye linera posiadłam i owszem, ale potrzebny mi do tego celu stół, krzesło i solidne podparcie łokciem :DDDD, że o anielskiej cierpliwości nie wspomnę.

Właściwie to tak sobie myślę o makijażu i zdumiewa mnie, bo w przyrodzie to jakiś chyba fenomen żeby samica przywdziewała barwy godowe? No, bo wiecie - wszelkie ptasio-gadzie towarzystwo pozostaje przy barwach godowych tylko u samców. I w ogóle tylko w okresie godowym. No dobra - człowieki maja ruję przez okrągły rok, to i stale się samiczki malują, ale po co i dlaczego właśnie samiczki? Może dlatego, że samiczek u ludzi więcej niż samców? Kto wie?

Hm, a może to nie tak? Może to nie są barwy godowe, tylko takie maski - barwy wojenne? Bo jak nazwać tony make-up'u nałożone na twarze Pań, do tego jaskrawe kości policzkowe i krzykliwe barwy w okolicach oczu, uzupełnione ustami w kolorze sugerującym świeże starcie i śmierć ofiary? Zwykle tego makijażu jest taka ilość, że nie widać pomalowanej Pani spod niego. Normalnie skrzyżowanie barw ochronnych z wojennymi. Jak do tego wszystkiego dodać jeszcze agresywny pęd ku karierze, to człowiekowi sie w głowie rozjaśnia :D Dwie Panie na przeciwko siebie w pozach kogutów gotujących sie do walki :DDDDDDD

No to sobie pojechałam, jak mówią moje Starsze Świnki - za dużo spalin się nawdychałam jeżdżąc autkiem w korkach :D

5 komentarzy:

  1. Kasik .... jesteś boska ;))))))))))))

    temi

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach :) Dziekuje, ale nie - ja jestem tylko przegenialna :D jak mawia moje najmłodsze dziecko ;b

    OdpowiedzUsuń
  3. Świnka Środkowa13 marca 2009 19:31

    Mama! A dodaj jeszcze paniom czerwone szpony! Zdecydowane zastosowanie bojowe, przydatne w bitwach na przecenie:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mówisz i masz - Panie prócz wymienionych atrybutów MAJĄ CZERWONE SZPONY :DDDDDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  5. Kobieta kobiecie wilkiem... Może to jakoś namalujesz? ;)

    OdpowiedzUsuń