piątek, 26 maja 2017

Pchła

Wskoczyła na plakat Opery Wrocławskiej :D

Wskoczyła i kłania się niziutko, dyga z wdziękiem i rumieni się niewinnie - szachrajka jedna :DDDD


Chcecie bajki? Oto bajka:
Była sobie Pchła Szachrajka.
Niesłychana rzecz po prostu,
By ktoś tak marnego wzrostu
I nędznego pchlego rodu
Mógł wyczyniać bez powodu
Takie psoty i gałgaństwa,
jak pchła owa, proszę Pąństwa.

Wdzięczy się i wygina kokieteryjnie, bo strasznie chce żeby ją oglądać: tutaj możecie kupić bilety na premierę występów Pchły w reżyserii Pani Anny Seniuk.

Pchła Szachrajka, to był ulubiony wiersz Nano Świnki, która znała go od deski do deski, na pamięć, ale spała z książką pod poduszką i zaśmiewała się za każdym razem kiedy go czytała. Ja też jako mały człowiek kazałam sobie czytać Pchłę Szachrajkę w "kółko Macieju" i Tata chyba dostawał obłędu, ale czytał :D Moje wydanie było ozdobione przecudnymi ilustracjami Pana Szancera: wzdychałam do powozów, rękawiczek i kapeluszy, do cudnej buzi i talii osy :DDDDD

Ale moja Pchła jest całkiem inna, bo przecież musiała być bardzo, bardzo niezwykła, żeby będąc stworzeniem tak maluśkim i, w sumie, szpetnym (wiem co mówię - oglądałam pod mikroskopem jej włochate nogi) narobić takiego zamieszania, żeby zasłużyć na taaaaaaki dłuuuuuuugi wiersz - no nie? Więc macie pchłę: małą, czarną, pękatą, skaczącą meksykańską fasolę :DDDDDD No, bo co w końcu, kurczę blade :DDDDD

O, a tu jeszcze rysunki, które będą w programie:

Słoń pokręcił trąbą grzecznie:
"Rzeczywiście: niebezpiecznie."
Potem upadł na kolana
I powiedział: "Ukochana.
Takiej właśnie pragnie żony
Jombo, sługa uniżony"

A tu obrazek o tym jak Pchła poszła do sklepu tekstylnego i gwizdnęła wszystkie kwiatki z materiałów :DDDDDD

...
I nie mówiąc nic nikomu
W ulubionym swym ogródku
Sadzi kwiatki po cichutku:
Żółte, białe, morelowe,
Modre. lila, purpurowe,
Rezedowe i zielone,
Srebrne , złote i czerwone.
Pomalutku sadzi kwiatki
Cyklameny, róże, bratki,
Malwy, niezapominajki...
Ślicznie jest u Pchły Szachrajki!

Tu jak zaprosiła gości i playback jej nawalił :DDDDDDDDDD


A tu jak mówiła językami i zrobiła wieżę Babel :DDDDDDDD Ale musicie pójść do Opery, albo przeczytać sobie sami wiersz Pana Brzechwy - mnie już bolą palce od stukania po klawiaturze :D Idę sadzić kwiatki :DDDDDDD



czwartek, 22 grudnia 2016

Pokoju na Świecie

Wam życzę.

Niby banał,  a jednak.....

Dawno,  dawno temu wielki władca kazał ukleić sobie glinianą armię.  Armię terrakotowych golemów, które miały dla niego zdobyć władzę w zaświatach. Okropny facet to musiał być.  Z gigantycznym ego. Przerosło go to ego o jakieś pięć pięter.

Ja nie mam ego. Ani ambicji.  Za to mam potrzebę pokoju na świecie.  Więc też zrobiłam armię: armię piernikowych misiów. Mogłyby ruszyć w świat i nieść pokój razem z zapachem cynamonu i goździków.  Nawet z tymi psychodelicznymi uśmiechami na pyszczkach :D Mogłyby walczyć bronią biologiczną: zarażałyby tym uśmiechem jak dżumą:D

I dlatego życzę Światu i Wam pokoju. Życzę Wam pokoju w Was samych. Jakoś go mało wokół - przydałoby się więcej.


A na koniec,trochę bardziej tradycyjnie, zostawiam Wam po prostu Gwiazdkę z Nieba - niech Wam zawsze świeci :* :)


niedziela, 23 października 2016

Seks a charakter czyli Curculio glandium

Siedziałam i nudziłam się. Haniebnie się nudziłam, bo musiałam czekać, a zabrane ze sobą książki już przyswoiłam. Przyswajałam kolejne "robale".

Ponieważ nie byłam pewna gdzie wetknęłam kluczyk do samochodu, zaczęłam grzebać w kieszeniach płaszcza. I znalazłam! Coś znacznie lepszego niż kluczyk do auta! Znalazłam żołędzie!

Kilka dni temu gdzieś łaziłam i one tak sobie leżały: piękne, błyszczące, w cudownie ciepłym, brązowym kolorze i w takich pięknych beretach :DDDDDD Nazbierałam pełną kieszeń i zapomniałam. Aż do dziś. 

Wczoraj też przyswajałam "robale", a dokładniej obyczaje godowe Curculio glandium czyli ślicznego malutkiego chrząszczyka: słonika żołędziowca. Jedno jest pewne: po całym dniu spędzonym na przegryzaniu się, niczym samica słonika przez skorupkę żołędzia, przez atlasy i internety, miałam zryty mózg :DDDDD Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym jak tylko o ryjkowcach. Ofiarą został Książę Małżonek. Zaatakowałam go podstępnie, kiedy siekał pietruszkę: 
- Kochanie, a wiesz jakie sprytne są samiczki Curculio glandium? 
- Yyyyyy? - Książę Małżonek wytrzeszczył na mnie bezbronnie oczęta. Nóż zawisł niebezpiecznie nad ukochaną dłonią (Książę Małżonek odpracowywał swój dyżur obiadowy).
- No wiesz - słonik żołędziowiec!

Małżonek odetchnął i otarł pot z czoła.
- Bo wiesz, one mają takie długie ryje! I one, wiesz - tymi ryjami - ryją dziury w żołędziach. Ale czasem się na tych ryjach zawieszają i umierają. Ale warto wiesz? Bo one do tych dziur to składają jaja. A to rycie, to im z trudem przychodzi, bo ten ryj to się nie nadaje do rycia w twardym. Więc jak one - te samiczki - pracowicie ryją, to inne, leniwe samiczki, sobie czekają i jak ta dziura na jajeczka jest już gotowa, to te leniwe lecą do tych pracowitych i, no wiesz.... no, udają samczyki! - Mgliste spojrzenie Małżonka - No wiesz: te leniwe bzykają te pracowite! A te pracowite się wkurzają i uciekają, a wtedy te leniwe składają jajeczka do dziur tych pracowitych!

- Sssssssssssssamice są wredne! - wydyszał Książę Małżonek - Wszystkie samice wszystkich gatunków są wredne!

To tu macie samicę-słonicę słonika żołędziowca :DDDD Z żołędzi wygrzebanych z kieszeni :DDDDDD


piątek, 14 października 2016

Jest!!!!!

Połamało mnie.

Połamało mi kręgosłup, dokładnie mówiąc, a co za tym idzie - duszy też nie było lekko. Bywa. 

Za to dziś już mi weselej! Przed chwilą był Pan Kurier i dostałam świeżutkie, pachnące książeczki! Moje własne! (Już pisałam o tym tutaj)


Rozszarpałam paczkę, potem rozszarpałam paczkę, którą skrywała paczka, potem szarpałam folię, w której była książka :D Potem porozszarpywałam książkę na części i złożyłam ją na powrót na ogrodowym stole :D Dobrze, że stół duży, bo nie zmieściłabym całej układanki :DDDDD

A premiera w październiku, na Targach w Krakowie :DDDDD Zapraszam Was :DDDDDD

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Drzewo

Lubię muchy.

Z jedną nawet mieszkam :)


Przedstawiam Wam endemiczny gatunek złotnicki: Dębianeczka jesionówka :DDDDD Wyrwała się z książki. Mieszkamy chwilowo razem, bo między stronami było jej trochę przyciasno. W końcu czasem nawet mucha musi rozprostować chude kończyny, że o skrzydłach nie wspomnę :DDDDDD

Wróci do książki w październiku - szukajcie jej tutaj:


To książka-nieksiążka: możecie ją sobie przeczytać, a potem wyrwać z okładki, rozerwać strony i ułożyć całe ogromne drzewo, ze wszystkimi jego mieszkańcami :DDDDD 

piątek, 22 lipca 2016

Jest sprawa

Nie będę owijać w bawełnę: potrzeba kasy. Dla Ady.  Jest bardzo chora - cierpi na zespół Niemanna-Picka typu C

Dołączyłam dzięki Eli Wasiuczyńskiej do grupy ilustratorów, którzy zbierają pieniądze na lek, bo dziewczyna jest dorosła i nie obejmuje jej program pomocy.

Wystawiłam na aukcji trzy obrazki - możecie poczytać i licytować na FB
Licytacja trwa do 22.00 w niedzielę, 24 lipca.

Ziarnko do ziarnka , a zbierze się miarka.





Jak nie chcecie obrazka, to