czwartek, 16 listopada 2017

I w końcu jest listopad

Nareszcie. 

Jasne, już połowa miesiąca, ale wreszcie jest taki listopad jaki powinien być: pada, a nad głową przeplywają ciężkie od deszczu, ołowiane chmury. Dobrze być wtedy w domu. Pić gorącą herbatę i patrzeć jak, całkiem już nagie, drzewa tańczą swój coroczny dance macabre, wyginając na wietrze czarne szkielety gałęzi.

Nie martwi mnie to. Drzewa odpoczną, a na wiosnę z tych czarnych kości wybuchną bezwstydnie zielone listeczki - coś się kończy - coś się zaczyna i tak w kółko. Niech tańczą - lubię to.


Wczoraj przeglądałam którąś z książek i między kartkami znalazłam pięknie wybarwione liście perukowca, znalezione kilka dni temu w ogrodzie - jak kurtki staroświeckich mundurów wojskowych albo żebra. 



niedziela, 9 lipca 2017

Opilec futronogi

Motyl. Rozpiętość skrzydeł 80-90 mm. Dymorfizm płciowy jest wyrażnie zaznaczony. Druga para skrzydeł samca zabarwiona rdzawo. Aktywny od zmierzchu. Jak widać na poniższych zdjęciach mamy do czynienia właśnie z samcem. Polatywał między liśćmi kokornaku, z czego wnioskuję, że jest to roślina żywicielska jego gąsienic, bo zauważyłam sporo kokonów. 

Koniecznie muszę go zbadać dokładniej, ale na pierwszy rzut oka uwagę zwracają jego fikuśnie zakręcone czułki oraz (jak sama nazwa mówi) niezwykle włochate kończyny. Jak widać aparat gębowy jest doskonale rozwinięty i zauważyłam, że postać  dorosła pobiera pokarm: gustuje w zeszłorocznej naleweczce wiśniowej (jak sama nazwa wskazuje), do której bez problemu dosięga nawet na dno kieliszka.

Jego lot jest pozornie ociężały i powolny, jednak owad niezawodnie zawsze trafia do źródła pokarmu :D W sumie mu się nie dziwię, bo ja też doskonale do niego trafiam :D









No dooooobra - na moim kokornaku pojawiły się już pierwsze wielkie "ogóry" i wczoraj znajoma zapomniała zabrać jeden, który zerwała sobie na pamiątkę. Ponieważ stwierdziła, że przypomina jakiegoś stwora, to dziś z nudów zrobiłam opilca :D

A za chwilę będą już młode żołędzie i znowu pojawią się dębianeczki jesionówki :D

niedziela, 2 lipca 2017

Slow life

Modne bardzo ostatnio.

Wszyscy mówią o "slow life", o "slow food". Wszyscy mówią, twierdzą, że stosują, ale jakoś nikt nie ma na nic czasu. Na przykład na to żeby usiąść, pogadać, wypić dużą herbatę z miodem. Wszyscy biegną. I wszyscy chcą więcej, lepiej, mocniej, bardziej. I jakoś tak przebiegają obok życia i go nie zauważają: ups! Pędziłam - szybko!!! coraz szybciej!!!! - po drodze coś mi mignęło, chyba coś ważnego, nie zauważyłam co, ale jestem lepsza!!!

Lepsza od kogo?

Ale jest mistrz spokojnego, powolnego życia. Żyje tak wolno, że jest zawsze uśmiechnięty. Wprawdzie nie żyje w Grecji (tylko na jej antypodach) i nie zna powiedzenia "siga! siga!", ale za to doskonale rozumie jego znaczenie: powoli!, powoli! I ma w pompie bycie lepszym, ważniejszym, piękniejszym, bogatszym. Po co mu to wszystko?

Żyje sobie pomalutku. porusza się wolniutko, bo szybko nie musi - jogging nie dla niego - gdyby miał wybierać jakiś sport, to wybrałby pewnie szachy? Hoduje na własnym ciele bakterie, glony, i małe roślinki. Nawet temperaturę ciała ma niską - po co mu wyższa? W końcu trzeba oszczędzać energię :D Żyje tak pomału, że nawet nie przeszedł do końca ewolucji. To .... leniwiec trójpalczasty :D

Mieszka ze mną. Lubi cień, więc objął w posiadanie kokornakowe chaszcze i spokojnie świeci przykładem, wisząc między olbrzymimi liśćmi. Chwilowo, na własnym ciałku uprawia pileę, ale tylko dlatego, że soleirolii nie było chwilowo w kwiaciarni :D 



piątek, 26 maja 2017

Pchła

Wskoczyła na plakat Opery Wrocławskiej :D

Wskoczyła i kłania się niziutko, dyga z wdziękiem i rumieni się niewinnie - szachrajka jedna :DDDD


Chcecie bajki? Oto bajka:
Była sobie Pchła Szachrajka.
Niesłychana rzecz po prostu,
By ktoś tak marnego wzrostu
I nędznego pchlego rodu
Mógł wyczyniać bez powodu
Takie psoty i gałgaństwa,
jak pchła owa, proszę Pąństwa.

Wdzięczy się i wygina kokieteryjnie, bo strasznie chce żeby ją oglądać: tutaj możecie kupić bilety na premierę występów Pchły w reżyserii Pani Anny Seniuk.

Pchła Szachrajka, to był ulubiony wiersz Nano Świnki, która znała go od deski do deski, na pamięć, ale spała z książką pod poduszką i zaśmiewała się za każdym razem kiedy go czytała. Ja też jako mały człowiek kazałam sobie czytać Pchłę Szachrajkę w "kółko Macieju" i Tata chyba dostawał obłędu, ale czytał :D Moje wydanie było ozdobione przecudnymi ilustracjami Pana Szancera: wzdychałam do powozów, rękawiczek i kapeluszy, do cudnej buzi i talii osy :DDDDD

Ale moja Pchła jest całkiem inna, bo przecież musiała być bardzo, bardzo niezwykła, żeby będąc stworzeniem tak maluśkim i, w sumie, szpetnym (wiem co mówię - oglądałam pod mikroskopem jej włochate nogi) narobić takiego zamieszania, żeby zasłużyć na taaaaaaki dłuuuuuuugi wiersz - no nie? Więc macie pchłę: małą, czarną, pękatą, skaczącą meksykańską fasolę :DDDDDD No, bo co w końcu, kurczę blade :DDDDD

O, a tu jeszcze rysunki, które będą w programie:

Słoń pokręcił trąbą grzecznie:
"Rzeczywiście: niebezpiecznie."
Potem upadł na kolana
I powiedział: "Ukochana.
Takiej właśnie pragnie żony
Jombo, sługa uniżony"

A tu obrazek o tym jak Pchła poszła do sklepu tekstylnego i gwizdnęła wszystkie kwiatki z materiałów :DDDDDD

...
I nie mówiąc nic nikomu
W ulubionym swym ogródku
Sadzi kwiatki po cichutku:
Żółte, białe, morelowe,
Modre. lila, purpurowe,
Rezedowe i zielone,
Srebrne , złote i czerwone.
Pomalutku sadzi kwiatki
Cyklameny, róże, bratki,
Malwy, niezapominajki...
Ślicznie jest u Pchły Szachrajki!

Tu jak zaprosiła gości i playback jej nawalił :DDDDDDDDDD


A tu jak mówiła językami i zrobiła wieżę Babel :DDDDDDDD Ale musicie pójść do Opery, albo przeczytać sobie sami wiersz Pana Brzechwy - mnie już bolą palce od stukania po klawiaturze :D Idę sadzić kwiatki :DDDDDDD



czwartek, 22 grudnia 2016

Pokoju na Świecie

Wam życzę.

Niby banał,  a jednak.....

Dawno,  dawno temu wielki władca kazał ukleić sobie glinianą armię.  Armię terrakotowych golemów, które miały dla niego zdobyć władzę w zaświatach. Okropny facet to musiał być.  Z gigantycznym ego. Przerosło go to ego o jakieś pięć pięter.

Ja nie mam ego. Ani ambicji.  Za to mam potrzebę pokoju na świecie.  Więc też zrobiłam armię: armię piernikowych misiów. Mogłyby ruszyć w świat i nieść pokój razem z zapachem cynamonu i goździków.  Nawet z tymi psychodelicznymi uśmiechami na pyszczkach :D Mogłyby walczyć bronią biologiczną: zarażałyby tym uśmiechem jak dżumą:D

I dlatego życzę Światu i Wam pokoju. Życzę Wam pokoju w Was samych. Jakoś go mało wokół - przydałoby się więcej.


A na koniec,trochę bardziej tradycyjnie, zostawiam Wam po prostu Gwiazdkę z Nieba - niech Wam zawsze świeci :* :)


niedziela, 23 października 2016

Seks a charakter czyli Curculio glandium

Siedziałam i nudziłam się. Haniebnie się nudziłam, bo musiałam czekać, a zabrane ze sobą książki już przyswoiłam. Przyswajałam kolejne "robale".

Ponieważ nie byłam pewna gdzie wetknęłam kluczyk do samochodu, zaczęłam grzebać w kieszeniach płaszcza. I znalazłam! Coś znacznie lepszego niż kluczyk do auta! Znalazłam żołędzie!

Kilka dni temu gdzieś łaziłam i one tak sobie leżały: piękne, błyszczące, w cudownie ciepłym, brązowym kolorze i w takich pięknych beretach :DDDDDD Nazbierałam pełną kieszeń i zapomniałam. Aż do dziś. 

Wczoraj też przyswajałam "robale", a dokładniej obyczaje godowe Curculio glandium czyli ślicznego malutkiego chrząszczyka: słonika żołędziowca. Jedno jest pewne: po całym dniu spędzonym na przegryzaniu się, niczym samica słonika przez skorupkę żołędzia, przez atlasy i internety, miałam zryty mózg :DDDDD Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym jak tylko o ryjkowcach. Ofiarą został Książę Małżonek. Zaatakowałam go podstępnie, kiedy siekał pietruszkę: 
- Kochanie, a wiesz jakie sprytne są samiczki Curculio glandium? 
- Yyyyyy? - Książę Małżonek wytrzeszczył na mnie bezbronnie oczęta. Nóż zawisł niebezpiecznie nad ukochaną dłonią (Książę Małżonek odpracowywał swój dyżur obiadowy).
- No wiesz - słonik żołędziowiec!

Małżonek odetchnął i otarł pot z czoła.
- Bo wiesz, one mają takie długie ryje! I one, wiesz - tymi ryjami - ryją dziury w żołędziach. Ale czasem się na tych ryjach zawieszają i umierają. Ale warto wiesz? Bo one do tych dziur to składają jaja. A to rycie, to im z trudem przychodzi, bo ten ryj to się nie nadaje do rycia w twardym. Więc jak one - te samiczki - pracowicie ryją, to inne, leniwe samiczki, sobie czekają i jak ta dziura na jajeczka jest już gotowa, to te leniwe lecą do tych pracowitych i, no wiesz.... no, udają samczyki! - Mgliste spojrzenie Małżonka - No wiesz: te leniwe bzykają te pracowite! A te pracowite się wkurzają i uciekają, a wtedy te leniwe składają jajeczka do dziur tych pracowitych!

- Sssssssssssssamice są wredne! - wydyszał Książę Małżonek - Wszystkie samice wszystkich gatunków są wredne!

To tu macie samicę-słonicę słonika żołędziowca :DDDD Z żołędzi wygrzebanych z kieszeni :DDDDDD