czwartek, 22 grudnia 2016

Pokoju na Świecie

Wam życzę.

Niby banał,  a jednak.....

Dawno,  dawno temu wielki władca kazał ukleić sobie glinianą armię.  Armię terrakotowych golemów, które miały dla niego zdobyć władzę w zaświatach. Okropny facet to musiał być.  Z gigantycznym ego. Przerosło go to ego o jakieś pięć pięter.

Ja nie mam ego. Ani ambicji.  Za to mam potrzebę pokoju na świecie.  Więc też zrobiłam armię: armię piernikowych misiów. Mogłyby ruszyć w świat i nieść pokój razem z zapachem cynamonu i goździków.  Nawet z tymi psychodelicznymi uśmiechami na pyszczkach :D Mogłyby walczyć bronią biologiczną: zarażałyby tym uśmiechem jak dżumą:D

I dlatego życzę Światu i Wam pokoju. Życzę Wam pokoju w Was samych. Jakoś go mało wokół - przydałoby się więcej.


A na koniec,trochę bardziej tradycyjnie, zostawiam Wam po prostu Gwiazdkę z Nieba - niech Wam zawsze świeci :* :)


niedziela, 23 października 2016

Seks a charakter czyli Curculio glandium

Siedziałam i nudziłam się. Haniebnie się nudziłam, bo musiałam czekać, a zabrane ze sobą książki już przyswoiłam. Przyswajałam kolejne "robale".

Ponieważ nie byłam pewna gdzie wetknęłam kluczyk do samochodu, zaczęłam grzebać w kieszeniach płaszcza. I znalazłam! Coś znacznie lepszego niż kluczyk do auta! Znalazłam żołędzie!

Kilka dni temu gdzieś łaziłam i one tak sobie leżały: piękne, błyszczące, w cudownie ciepłym, brązowym kolorze i w takich pięknych beretach :DDDDDD Nazbierałam pełną kieszeń i zapomniałam. Aż do dziś. 

Wczoraj też przyswajałam "robale", a dokładniej obyczaje godowe Curculio glandium czyli ślicznego malutkiego chrząszczyka: słonika żołędziowca. Jedno jest pewne: po całym dniu spędzonym na przegryzaniu się, niczym samica słonika przez skorupkę żołędzia, przez atlasy i internety, miałam zryty mózg :DDDDD Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym jak tylko o ryjkowcach. Ofiarą został Książę Małżonek. Zaatakowałam go podstępnie, kiedy siekał pietruszkę: 
- Kochanie, a wiesz jakie sprytne są samiczki Curculio glandium? 
- Yyyyyy? - Książę Małżonek wytrzeszczył na mnie bezbronnie oczęta. Nóż zawisł niebezpiecznie nad ukochaną dłonią (Książę Małżonek odpracowywał swój dyżur obiadowy).
- No wiesz - słonik żołędziowiec!

Małżonek odetchnął i otarł pot z czoła.
- Bo wiesz, one mają takie długie ryje! I one, wiesz - tymi ryjami - ryją dziury w żołędziach. Ale czasem się na tych ryjach zawieszają i umierają. Ale warto wiesz? Bo one do tych dziur to składają jaja. A to rycie, to im z trudem przychodzi, bo ten ryj to się nie nadaje do rycia w twardym. Więc jak one - te samiczki - pracowicie ryją, to inne, leniwe samiczki, sobie czekają i jak ta dziura na jajeczka jest już gotowa, to te leniwe lecą do tych pracowitych i, no wiesz.... no, udają samczyki! - Mgliste spojrzenie Małżonka - No wiesz: te leniwe bzykają te pracowite! A te pracowite się wkurzają i uciekają, a wtedy te leniwe składają jajeczka do dziur tych pracowitych!

- Sssssssssssssamice są wredne! - wydyszał Książę Małżonek - Wszystkie samice wszystkich gatunków są wredne!

To tu macie samicę-słonicę słonika żołędziowca :DDDD Z żołędzi wygrzebanych z kieszeni :DDDDDD


piątek, 14 października 2016

Jest!!!!!

Połamało mnie.

Połamało mi kręgosłup, dokładnie mówiąc, a co za tym idzie - duszy też nie było lekko. Bywa. 

Za to dziś już mi weselej! Przed chwilą był Pan Kurier i dostałam świeżutkie, pachnące książeczki! Moje własne! (Już pisałam o tym tutaj)


Rozszarpałam paczkę, potem rozszarpałam paczkę, którą skrywała paczka, potem szarpałam folię, w której była książka :D Potem porozszarpywałam książkę na części i złożyłam ją na powrót na ogrodowym stole :D Dobrze, że stół duży, bo nie zmieściłabym całej układanki :DDDDD

A premiera w październiku, na Targach w Krakowie :DDDDD Zapraszam Was :DDDDDD

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Drzewo

Lubię muchy.

Z jedną nawet mieszkam :)


Przedstawiam Wam endemiczny gatunek złotnicki: Dębianeczka jesionówka :DDDDD Wyrwała się z książki. Mieszkamy chwilowo razem, bo między stronami było jej trochę przyciasno. W końcu czasem nawet mucha musi rozprostować chude kończyny, że o skrzydłach nie wspomnę :DDDDDD

Wróci do książki w październiku - szukajcie jej tutaj:


To książka-nieksiążka: możecie ją sobie przeczytać, a potem wyrwać z okładki, rozerwać strony i ułożyć całe ogromne drzewo, ze wszystkimi jego mieszkańcami :DDDDD 

piątek, 22 lipca 2016

Jest sprawa

Nie będę owijać w bawełnę: potrzeba kasy. Dla Ady.  Jest bardzo chora - cierpi na zespół Niemanna-Picka typu C

Dołączyłam dzięki Eli Wasiuczyńskiej do grupy ilustratorów, którzy zbierają pieniądze na lek, bo dziewczyna jest dorosła i nie obejmuje jej program pomocy.

Wystawiłam na aukcji trzy obrazki - możecie poczytać i licytować na FB
Licytacja trwa do 22.00 w niedzielę, 24 lipca.

Ziarnko do ziarnka , a zbierze się miarka.





Jak nie chcecie obrazka, to

niedziela, 3 lipca 2016

Na ryby

Na ryby ­ w każdziuteńki wolny dzień 
Na ryby ­ nad leniwą rzeczkę w cień 

Dziś znowu potrzebna mi ryba - turbot. Nawet mam takie trzy, ale mocy sprawczej im brak.



poniedziałek, 27 czerwca 2016

Opium dla mas czyli znowu niecnie wykorzystuję Przyrodę ;D

W domu dziadków były dwa ogromne pokoje. Jeden od strony ulicy Rady Delegatów - dzisiejszej Lubartowskiej, a drugi od Szambelanki - najwęższej uliczki w Polsce.

Wolałam ten od Szambelanki: był cichy, cienisty, stały w nim dziadkowe akwaria i ogromne, małżeńskie łoże dziadków. Kiedy byłam bardzo mała, to stało tam jeszcze moje łóżeczko. Do okna przylatywały gołębie, miękko gruchając i upominając się o swoją porcję nasion, które sypała im Babcia.  

Wieczorem, po dobranocce, Babcia na poręczy łóżeczka rozwieszała koc - żebym nie podglądała telewizora. Posłusznie kładłam się głową w stronę telewizorka, a Babcia była zachwycona, że takie ze mnie dobre i grzeczne dziecko. A ja, jak grzeczne i dobre dziecko, oglądałam sobie wszystko w lustrze, które było widać między brzegiem koca i łóżeczka. Kiedyś taka byłam zaaferowana tym co właśnie oglądałam, że nakrył mnie Dziadek, bo nie zauważyłam, że stoi i patrzy jak zerkam przez szparkę do lustra.

I tak skończył się mój niecny proceder i oszukiwanie ufnej Babci :DDDDDDDD Ale z Dziadkiem trzymałam sztamę. Wracał do domu, przytulał mnie do wielkiego ciała i całował, drapiąc nieprzytomnie szorstką szczeciną na policzkach. Jak coś szczególnie mnie interesowało, to podawał mi straszliwy przyrząd do zdzierania glonów z szyb akwariów i kazał się drapać po pleckach, siedząc obok na maleńkim stołeczku. Udawał, że nie widzi, że patrzę na ekran telewizora :DDDDDD

Bardzo nie lubiłam spać - było tyle rzeczy do odkrycia! Babcia wiedziała, że czerpię wiedzę z bajek. I postanowiła z tego zrobić użytek. Któregoś razu oglądałyśmy wieczorem bajkę o Makowej Panience i tym leniwym niedojdzie: Motylu Emanuelu. Tym razem skrzydlaty idiota cierpiał na bezsenność i Makowa Panienka, w trudzie i znoju, zdobywała dla niego od Mądrej Makówki, ziarenka maku. Za mak, a zwłaszcza struclę z makiem, zrobiłabym wszystko, więc Babcia sprytnie wykorzystała sytuację: Kasiu, to ja ci dam maku na sen - chcesz? Pewnie, że chciałam! Dostałam malutką łyżeczkę maku na wieczku od słoika i cichutko pożarłam ją, a potem padłam jak kawka. I tak już zostało.

Do czasu. Przyjechali Mama z Tatą. Ujejku! Jaka była awanturka! Wspaniała! Tata się oburzył, że Babcia mnie narkotyzuje, a Mama z Babcią usiłowały mu wytłumaczyć, że ziarna maku nie zawierają opiatów, a na mnie działają jako placebo :DDDDDDDDDDD Tata został wyedukowany przez żonę - ogrodniczkę, ale niestety - ja usłyszałam to i owo, a zwłaszcza to, że mak ma się nijak do snu :DDDDDDDD 

No i musieli mi pozwolić oglądać Kobrę w drodze wyjątku :DDDDDDDDDDDD



Dziś w rolach głównych wystąpili: kwiatek maku, pączek liliowca, płatki róży oraz kwiatek babki lancetowatej :DDDDD