niedziela, 13 lutego 2011

Straszne rzeczy

Się dzieją jak zapomni człowiek, wyjeżdżając z domu, przedmiotów niezbędnych do codziennego funkcjonowania.

W moim przypadku przedmiotami niezbędnymi do codziennego funkcjonowania są: kawałek papieru, coś do pisania i szczoteczka do zębów. O ile doskonale pamiętałam o czymś do pisania, to papier i szczoteczka jakoś opuściły zakamarki moich zwojów mózgowych.  

Szczoteczka, to pikuś: w najbliższym spotkanym przybytku, handlującym artykułami podstawowej potrzeby, nabyłam wspomnianą. Niestety, jedynym papierem dostępnym w instytucjach tego typu, jest papier toaletowy :DDDDDDDDDDDDDDD Jako żywo - nawet w postaci silnie luksusowej  - do pisania tudzież rysowania rzeczony nie nadaje się wcale :DDDDDDDDDDDDDDDDDDD

Wobec zastanej sytuacji wpadłam w czarną rozpacz i panikę :DDDDDDDDDDDDDD

Do czasu. Otóż Mężczyzna został uhonorowany wspaniałym tortem zapakowanym w ................... tekturę falistą z przyczyn praktycznych :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD Ha - tektura falista z jednej strony posiada wprawdzie fale, jak sama nazwa wskazuje, ale rewers ma zaklejony cudownym , szarym papierem :DDDDDDDDDDDDDDDD Mężczyźnie nie udało się uratować całej powierzchni pudełka, ale na dwa dni wypełnione rozmaitymi, związanymi z fotografią sprawami, wystarczyło :DDDDDD

No i sobie mazałam :DDDDDDDDDDDD 

Konia z rzędem temu, kto zgadnie co czytam :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDD


A tort był PYSZNY :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

A - jeszcze jedno - uprzejmie proszę osoby, które oświeciłam co do czytanej aktualnie książki, o  niezdradzanie jej tytułu :D

wtorek, 8 lutego 2011

Czy te oczy mogą kłamać?

Albo raczej czy mogę nie malować Homera?


Wszechkociość wszechogarniająca - czyli Homerek po nocnej bitwie, urozmaiconej upiornym wyciem - odsypia. Żeby nie było nieporozumień - on śpi na moim biurku - bestia :DDDD

poniedziałek, 31 stycznia 2011

niedziela, 30 stycznia 2011

Na skutek niespania

Wzięłam się do malowania.

Jakoś tak wyszło, że nie mogę spać. Leżę w łóżku, męczę się okropnie. Nawet czytanie nie cieszy.

Myślałam, że może jak namaluję co mi się kłębi w głowie, to pójdę spać, ale nie - wygląda na to, że będę pokutować do rana. No to choć coś pozornie pożytecznego zrobię. A przynajmniej produktywnego.




No to wyprodukowałam. Zmierzch.

Idzie. Nadchodzi zmierzch - tak się kiedyś mówiło. Teraz słychać to coraz rzadziej, tak jakby nikt tego nie zauważał. A pora kiedy nadchodził była też porą kiedy zamykano ogród zoologiczny - ogarniała mnie wtedy czarna rozpacz - trzeba było wracać do domu zamiast drażnić rude orangutany (uchylając się przed mściwym pluciem :DDD) albo odklejać się od szyby, za którą leniwie pełzały legwany.

Teraz lubię zmierzch. Szczególnie wczesnym latem: taki po upalnym dniu, kiedy mogę usiąść na schodach, przed drzwiami domu i posłuchać jak szczekają psy, miłośnie zanoszą się słowiki w tarninie na poligonie i cykają pasikoniki w nieskoszonej trawie. Chciałabym już móc tak usiąść - niechby mnie nawet gryzły komary.

Zmierzch przynosi księżyc.

Zmierzch jest stary jak świat i ma równie starą pelerynę. Wszyscy myślą, że on ma pod nią gwiazdy, ale to nieprawda - to nie gwiazdy tylko mole wygryzły w niej dziury :DDDDDD Poza tym Zmierzch zawsze nosi szalik, bo wiecie przecież, że po zmierzchu bywa chłodno :DDDDD

Dobra - przestaję bredzić - pora na dobranoc :)

sobota, 29 stycznia 2011

Zaraza

W domu. 

Na samiuteńkim początku ferii. 

Świnka Skarbonka jutro jedzie na kolonie, a dziś jej gardło ciągle jeszcze wygląda tak:















Hm - działamy dużymi ilościami czosnku i syropami. Świnka śmierdzi jak potępieniec, ale jakoś rzężenie ustało :DDDDDDDD