sobota, 18 sierpnia 2012

Przegapiłam lato

No, jakoś tak właśnie.

Nie chce mi się pisać dlaczego. Nie warto. Trochę mi tego lata szkoda - nawet takiego ciut zapłakanego. Ale trudno. 

Za to, zmuszona przez Mężczyznę (wrócił do domu, wyłączył mi komputer i kazał się natychmiast spakować), smażyłam się leniwie na słońcu przez cały tydzień daleeeeeeeeeeeeeeeko od domu. Tak leniwie, że nawet nie chciało mi się rozbijać namiotu i gdyby nie Dzieci i Mąż, spałabym w samym śpiworze, na karimacie, pod gołym niebem :) Ale mnie uratowali :DDDDDDDDDDDDD

Za chwilę znowu zniknę na moment, ale zostawiam Wam obrazek namalowany dla Oliwy Z Oliwek  - Dziękuję Pani Redaktor :D



Zajrzyjcie - tam lato trwa ciągle :)

czwartek, 5 lipca 2012

Bzik ogrodowy :DD

W ogródku mam łączkę. Przywiózł mi jej nasionka Szanowny Małżonek z wojaży po Stanach Zjednoczonych (Kochany - nie spodziewałam się, że pomyśli, że najbardziej ucieszą mnie właśnie te nasiona).

Na łączce, w zeszłym roku, kwitły różności: drobne maczki, eszolcje, zwykłe niebieskie bławatki, bielusieńkie rogownice, nagietki i inne, o niezidentyfikowanej nazwie, roślinki. W tym roku łączka zakwitła........... lnem trwałym! Mam go w ogrodzie od zawsze, ale widać nie zauważyłam w ubiegłym roku jego sieweczek w łące. Ten fragment mojej rabaty wyglądał przez miesiąc jakby spadł tam kawałek nieba :D A teraz zakwitły rudbekie i ogniste gajlardie (mają okropną polską nazwę: dzianwa :DDDDDDDDDDDDDDD). Są też małe różowe i fioletowo białe kwiatuszki i wszystko razem tworzy szaleńczy melanż :DDDDDDDD

W tej całej rozmaitości pojawiły się też inne kwiatki. Myślałam, że to też jakieś zwykłe rudbekie i dałam spokój, ale okazało się, że to przybyszki z Meksyku: ratibidy (ponoć rzadkie w Polsce, przypominają meksykański kapelusz i tak są nazywane :D) :D I już u mnie zostaną, bo są niesamowite :DDDDDDDDDD Kliknijcie w obrazek i zobaczcie jak tańczą :DDDDDDDDDDDDD




Po tej w czerwonej spódniczce widać nawet latynoski rodowód - popatrzcie z jakim wdziękiem tupie nóżką :DDDD A te dwie maleńkie, po prawej,  są jeszcze niegotowe do tańca: jeszcze nie dorosły i mają za malutkie spódniczki :)  Za to te pośrodku już ćwiczą pląsy, a jedna nawet tańczy tango z robalem :DDDDDDDDDDDDDD

sobota, 30 czerwca 2012

Plum!

Tak sobie marzę.

Że się moczę w niebieściutkiej i ciepłej wodzie. Że się w niej wręcz rozpuszczam. I że w tej wodzie pływają rozmaite stwory - no może mniej rozmaite pod względem gabarytów wolałabym :D  



Dobra - nie mam czepka w tych marzeniach - w czepku wyglądam jak potwór morski, a poza tym mam ciągle ochotę nim strzelać jak gumą do majtek :D No i czepki są takie koszmarnie nietwarzowe :DDDDDD Człowiek w czepku wygląda jak starszy brat owsika :DDDDDDDDDD Ale na obrazku wszystko można więc jest i czepek :DDDDDDDDDDD

Powyższe obrazki nasmarowałam dla Oliwy z Oliwek - zajrzyjcie sobie w wolnej chwili - fajne rzeczy tam piszą o kraju nad piękną niebieska wodą :D Może kiedyś uda mi się tam pojechać? Wszystko jest możliwe :D

sobota, 16 czerwca 2012

Wakacjiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Pilnie potrzebuję.

Szkoda, że wakacji nie można kupić na wagę w specjalnym sklepie...................... :DDDDDDDDDD 

Czytaliście "Misję Profesora Gąbki"? To była jedna z moich najulubieńszych książek: w szarej płóciennej, sztywnej okładce, bo obwolutę tak wymamłałam, że trzeba było ją w końcu wyrzucić.

Podążając za mypingami, profesor Gąbka z ekipą trafili do Nasturcji gdzie mówiło się na dzień dobry "ele mele dutki", a w szkole nie było złych stopni i oglądało się kolorowe obrazki z roślinami i zwierzętami. Był tam też sklep z "artykułami nieartykułowanymi" :DDDDDDDDDDDD Można było kupić świeżutkie "hmmmm" albo "łeeeeeeeeeeeee", jeśli stare już za bardzo się zużyło :DDDDDDD 

Szkoda, że takich sklepów nie ma gdzieś w pobliżu........ Kupiłabym sobie wakacje. Wystarczyłoby 20 deko - wybrałabym takie różowe, jak landrynki w małym sklepiku, do którego chodziłam z Tatą po najpyszniejsze na świecie bułki. 

Ale cóż - nie ma już tego małego sklepiku, nie ma już najpyszniejszych na świecie bułek i białych i różowych landrynek. Nie ma też landrynkowej lemoniady w butelkach z porcelanowym korkiem, od której kleiły się ubabrane ręce i papierowych torebek z napisem "Społem". Są za to Świnki :DDDD I te Świnki za momencik będą miały wakacje :DDDDDDDD I fajnie :DDDDDDD I dlatego od dziś się cieszą na bannerku :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

I jak zwykle wyszedł mi wpis totalnie od czapy :DDDDDDDDDDDDDDDDDD No to obrazek też będzie od czapy:


To są "pierworodne" sóweczki - wielkości małego palca :) Nie wiedziałam co mam robić na pierwszej lekcji ceramiki, na którą poszłam, więc wykluły się sówki, a potem dostały całkowicie przypadkowe kolory szkliw. Teraz mieszkają ze starymi książkami o roślinach i zwierzętach :DDDDDD

piątek, 25 maja 2012

Żaba w kurdybanku

Na co dzień mieszka na stole i pomaga mi w pracy: aportuje paszczą gumki do mazania :DDDDDD

Czasem wychodzi na spacer dla odpoczynku. Wtedy chowa się pod funkiami, żeby nikt jej nie widział, i śpiewa lirycznie.

Dziś śpiewała "Zielono mi" - utwór sprzed potopu czyli z czasów kiedy latałam po lesie ze świerkową szyszką ogryzioną przez wiewiórkę (znakomicie udawała mikrofon - szyszka, nie wiewiórka) i śpiewałam fałszywie tę samą piosenkę, przyprawiając mojego ojca o spazmy śmiechu :DDDDDDDDDDDDDDDDD

Zdjęcie kiepskie, ale sami rozumiecie: musiałam szybko biec po aparat żeby mi gdzieś nie poszła :D

"Zielono mi"
A w kominie szurum burum,
a na polu wiatr do wtóru,
a na chmurze bal do rana,
a pogoda rozśpiewana.

Zielono mi i spokojnie,
zielono mi,
bo dłonie masz jak konwalie.
Noc pachnie nam
jak ten młody las,
popielatej pełen mgły,
a w ciszy leśnej
tylko ja i ty...

A pogoda rozśpiewana,
a na chmurze bal do rana,
gada woda i sitowie,
że my mamy się ku sobie.

Zielono mi jak w niedzielę,
najmilsza ma,
dziękuję ci za tę zieleń.
Zielono mi,
bo ty, właśnie ty
w noc i we dnie mi się śnisz
i jesteś moją ciszą
w czasie złym.

Zielono mi, szmaragdowo,
gdy twoja dłoń
przy mojej śpi, niby owoc.
Zielono mi,
bo ty, właśnie ty
w noc i we dnie mi się śnisz
i jesteś moją ciszą
w mieście złym.

A pogoda rozśpiewana,
a na chmurze bal do rana,
gada woda i sitowie,
że my mamy się ku sobie,
gada woda i sitowie...

Dla tych co nie pamiętają albo nie mogą pamiętac, bo ich jeszcze nie było: śpiewał tę piosenkę  Pan Andrzej Dąbrowski. Można znaleźć na YouTube :)

poniedziałek, 21 maja 2012

Leśna żywina

Nie ma lekkiego żywota. Oj nie ma.

Ta moja też lekkiego żywota u zarania nie miała. Najpierw odpadło jej ucho, potem drugie. Potem trafiła do pieca. Po piecu, przez małą chwilkę mieszkała na oknie i było jej całkiem dobrze, ale wzięta w obroty straciła ......... paszczę.

Pracowałam nad nią dalej. W dwóch kawałkach powędrowała znowu do pieca (tylko dlatego, że ją lubię). Potem pobawiłam się klejem i to wreszcie zapewniło jej spokój. Mieszka na półce z książkami i całkiem jej dobrze :DDDDDD




Nie umiem szkliwić i pewnie nieprędko się nauczę, ale ona podoba mi się w takim nierównym ubranku :D

Ps.: Jak się komu chce pośmiać, to może zajrzeć tutaj czyli do Kasi Nauczycielki Zosi :D Dziś sprawiła mi wielką przyjemność, bo jeszcze nie widziałam co mi wyszło z jej pieca :DDDDDDDDDDD To kolejny dowód na to, że jeszcze nie umiem szkliwić, ale co tam :DDDDDDDDDDD