środa, 24 stycznia 2018

Całkiem nowe farbki...

...kupiłam sobie.

36 kolorów! Pięknych jak nie wiem co! 

No, wiem: farbki jak farbki - nie ma się czym podniecać. Ale miło jest mieć takie nowiutkie, nieskalane i pachnące. Tyle, że w tym zestawie są jeszcze dwie złote i srebrna. Niby miałam już takie metaliczne, ale te są wyjątkowe: jak się nimi maluje, to widać jak żyją, poruszają się, a drobniutkie ziarenka miki (chyba miki - nie wiem z czego się to robi?) przepływają z miejsca w miejsce z każdym pociągnięciem pędzla. Wiem, że tak jest, bo zaczęłam używać okularów i widzę :D

No więc, jak widać, nieskalane nie pozostały te farbki za długo. Zwłaszcza, że Książę Małżonek pozwolił mi zagarnąć arkusz czarnego papieru, który już nie nadawał się do zdjęć. Ale mogłam z niego wygospodarować całe mnóstwo małych karteczek. I nie mogłam się powstrzymać: zrobiłam sobie kilka dni temu przerwę w pracy i w tej przerwie (uczę się je robić) naruszyłam dziewiczość farb :D


Nie ma w tym roku przyzwoitej zimy: takiej z trzaskającym mrozem, śniegiem po kolana i głodnymi gośćmi wokół karmnika. Mówiąc prawdę jest tak wstrętnie, że nawet koty więcej siedzą w domu niż na dworze. Śnieg pojawia się na moment, ale zaraz topnieje i jest jeszcze paskudniej niż było. I z tego wszystkiego zaczęłam już strasznie tęsknić za wiosną, za kwitnącymi gałązkami pełnymi owadów, za słowikami w bielusieńkich krzakach tarniny. I mam nadzieję, że jeszcze w tym roku kolczaste chaszcze nie będą przeszkadzać żadnemu Nemrodowi z koparką i planem zagospodarowania przestrzennego. Niestety: pachnąca tarnina z rozśpiewanym słowikiem przegrywają konkurencję z zapachem i brzękiem kasy. Chyba będę musiała posadzić kilka krzewów w swoim ogródku :)

14 komentarzy:

  1. O rany, drugi post w tak krótkim czasie, jak fajnie - i jest ksiezycowe swiatlo srebrne :)))) Kotek - mistrz :*

    Jakie to farbki? Bo mnie ciekawosc zzera teraz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuretake Gansai Tambi - haniebnie drogie, japońskie. Kupiłam sobie pod choinkę i sobie na nie patrzyłam tylko :D Onieśmielały mnie :D Ale jak się zacznie malować, to wiadomo na co się kasę wydało :D

      Usuń
    2. I tak kryja po czarnym papierze, no no! Kurcze fajne. Bardzo fajne. I to pudelko piekne tez ;)))

      Ja sobie na urodziny w pazdzierniku wielkie pudlo kredek Polychromos z Faber Castel kupilam, i tez najpierw dlugo tylko lezaly i patrzylam, zeby nie zepsuc ;) Ale teraz juz uzywam. I polecam serdecznie, jakby co.

      Usuń
    3. No, dooobra. Mam i kredki. Dostałam na imieniny od Księcia Małżonka. Cudowne: Prismacolor. O matko! Jakie są fajne!

      Usuń
  2. Ach! Jak dobrze widzieć te przerwy tu! Już po info o 36 kolorach czułam, że to Kuretake. Jakieś sławne się zrobiły. Mi mąż też zamówił, gdy jakaś cudna promocja była :) :) Ale jeszcze nieruszone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narusz Kochana, narusz! Będziesz zachwycona :D

      Usuń
  3. Zima w Italii podobnie okropna, szarobura i mokra, nosa nie chce się wyściubić za próg. Ale jest nadzieja na wiosnę, bo na skwerach w parku stokrotki wyjrzały. A dzikie krzewy tarniny kojarzą mi się z wiosną nad rzeką Mincio, jest ich tu bardzo dużo.Dostałam kiedyś w prezencie niemieckie farbki wodne, było to w czasach PRL-u, malowałam potem nimi ilustracje na zajęcia w szkole, dzieci i ja również, były zachwycone intensywnością kolorów. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak - sama z Niemiec przywiozłam sobie w osiemdziesiątych latach wspaniałe czeskie pastele i farby. Zarobiłam na nie pracując w kombinacie ogrodniczym, w Berlinie. Rety! Jak strasznie się cieszyłam! Namalowałam potem tymi pastelami dyplom na koniec liceum. Nasze polskie pastele w tym czasie kosztowały tyle samo, ale narysować się nimi nic nie dało: były tak sprasowane i zanieczyszczone, że zostawiały dziury w papierze.

      Opowieść Twoja przypomina mi pewną opowieść rodzinną: wuj wrócił z Francji, do której udał się w celach zarobkowych wraz z małżonką - było to na początku lat osiemdziesiątych. Jako dobry rodzic, czuły na potrzeby dziatek, wysupłał pewną kwotę na dary. Jednym z nich były oszałamiające, bajecznie kolorowe, cudownie rysujące i pięknie zapakowane kredki świecowe dla każdego z trojga potomków. Wujostwo wrócili, przywitali się i obdarowali. Zachwytom i zachłystom nad darami nie było końca, bo w tym czasie, w Polsce, reglamentowano niemal wszystko, a wejście w posiadanie współpracujących z papierem kredek lub burej plasteliny nie było łatwe - o nie. Nawrócony na łono Ojczyzny wuj z ciotką zajęli się swoimi sprawami, dziateczki zaś poddały próbom i gruntownej obdukcji wspomniane dary. "Tata, a te kredki to jakiej są produkcji?" - zapytało dziecię płci męskiej wpadając znienacka do pokoju rodziców walczących z zawartością walizek. "No, jak to synu? Przywieźliśmy je z Francji, to francuskiej!". "Tata, to dlaczego tu jest napisane made in Poland?" :D

      Usuń
  4. Takimi farbkami to można namalować latarkę w nocy i trafi się do lodówki!
    Pamiętam moje chińskie kredki z dzieciństwa. Była tam złota i srebrna kredka, totalny odlot, pamiętam te ciary i zachwyt! Jak dobrze nie mieć Alzheimera!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Złota i srebrna kredka działały nobilitująco na posiadacza :D Chadzał w glorii i chwale i lśnił stanem posiadania na całej długości szkolnego korytarza :D Potem się to trochę zdewaluowało, bo pojawiły się różowiste i pachnące chińskie gumki do mazania i takie napufane piórniki z sarenkami z wytrzeszczem! Matko, jak ja chciałam mieć taką gumkę! I Wcale nie dlatego, że była różowa i pachniała (chociaż trochę też dlatego) - budziły mój zachwyt, bo nie robiły dziury w papierze jak zwykłe gumki :D

      Usuń
  5. Kocia zauważyłam dopiero przy drugim oglądaniu... ale to przez Ptasia - bo zachwycił ;)
    cudne oba...
    i farbki też cudne, choć się nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia! Znalazłam problem! Już Cię widzę!

      Usuń
  6. I były tak łudząco podobne do Gumy Donald i tak kusząco pachniały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooooooooooooo..........Przyznaję raz oszwabiłam tatę i w paier po donaldówie owinęłam różową gumkę - i on się nabrał! :D Z watą cukrową też zrobiłam numer,ale to kiedy indziej opowiem :)

      Usuń