wtorek, 28 kwietnia 2009

Poczucie Własnej Wartości

Bardzo chciałabym żeby Poczucie Własnej Wartości można było kupować w sklepie - jak cukierki albo w aptece na receptę - łatwo je przedawkować i wtedy Poczucie Własnej Wartości przechodzi w stan chroniczny. Wtedy człowiek zapada na nieuleczalne zarozumialstwo.

Poczucie Własnej Wartości smakuje jak cukierki miętowo - cytrynowe. Mocno i soczyście.

Chyba przydałby mi się taki cukierek. Moje Poczucie Własnej Wartości osiągnęło właśnie poziom złóż soli w Wieliczce.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Twórczość nieokiełznana

Najmłodsza Świnka ostatnio, prócz obsesyjnego upodobania do koloru różowego, zaczęła zdradzać makabryczną skłonność do ........ czaszek.

I tak, ostatnio nabyte buciki, niezbyt dokładnie obejrzane przez Tatusia (który nie znosi robić zakupów i dał dziecku wolną rękę), są biało - różowo - czarne i posiadają dyskretny hafcik z boczku w postaci czaszeczki z figlarnie błyskającymi oczkami. Świnka jest zachwycona i ostatnio wystękała, że nie może żyć bez bluzy - kangurki w wyżej wspomniany deseń.

Ba! Dziecko się rozpasało i w upojeniu, zużywając cały domowy zapas świstków do notatek telefonicznych, stworzyło dla Kochanych Rodziców dedykowany cykl - co ja mówię - cały łańcuch przeuroczych czaszeczek w różnych stanach ducha, że się tak wyrażę. Dzieło jest wprawdzie niechlujnie wygniecione, ale za to niezwykle starannie potraktowane zszywaczem biurowym i stanowi nierozerwalną całość.

Hm - chyba jednak wolałam wszystko różowe :DDDDDDDDDDDDDDD

środa, 22 kwietnia 2009

Dzień Ziemi czyli zadrzewiam bloga

Dziś zaczęłam dzień od zdjęć.
W drodze do pracy mijam piękną brzezine. Codziennie sobie obiecuję, że wezmę aparat i zrobię zdjęcia. Dziś w końcu o tym pamiętałam.

Brzezina cudowna, światło niezwykłe, tylko ja się nie spisałam. Poniżej tylko jedno zdjęcie - niesamowite kolory wyszły więc z okazji Dnia Ziemi umieszczam - nie będę ściemniać - nie pamiętałam o nim tylko usłyszałam w jakieś audycji radiowej :)

wtorek, 21 kwietnia 2009

Zajęcia domowe

Jadę do pracy. Nagle słyszę telefon.

Misiu, bo ja wyjąłem z szafy tę koszule w kratkę i ona miała to miejsce gdzie są guziki takie zgniecione. I ja ją wyprasowałem w tym miejscu. Czy ja jej nie zniszczyłem?

Pytam dlaczego miałby ją zniszczyć?

No, bo ona się teraz w tym miejscu zrobiła taka strasznie PŁASKA!

:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Tęczowe bajoro

Koniec ubiegłego tygodnia miał upłynąć kwieciście.

Tyle, że mnie się jakoś tak niekwieciście zrobiło - raczej bagniście i stąd „mokre” zdjęcie w kwiecistych barwach :D - kolorowe bajoro :D

czwartek, 16 kwietnia 2009

środa, 15 kwietnia 2009

Słowik megaloman

No tak - niezły z niego skurczybyk i oszust matrymonialny w dodatku.

Siedzi to to w krzakach, posturę ma mizerną, a puszy się i wydziera jak obłąkany.

W dodatku kłamie - nawet nie w żywe oczy, bo śpiewa o dozgonnej miłości do swojej ukochanej po ciemku - niby, że ona ma się zakochać zanim zobaczy. A do oglądania jest niewiele, oj niewiele. Jakby popatrzyła za jasnego dnia, słowik miałby raczej nikłe możliwości prokreacyjne.

Ciałko niewielkie, ale głos - trzeba to przyznać - robi wrażenie. Tylko co z tego, że głos jeśli obiecuje gruszki na wierzbie. Wieczna miłość słowika trwa tylko do kolejnego okresu godowego. Potem następna naiwna daje się nabrać na sprawne struny głosowe( niewierny! :D).

Co innego duże drapieżne. No, tutaj to jest na co popatrzeć. I żadnym tam cienkim głosikiem oszukiwać nie muszą - dzioby i szpony mówią same za siebie. Taki, to wyharczy tylko „Szykuj się - maleńka” i po zawodach. Ciacho normalnie, a nie żadna wyszczekana ściema :DDDDD Powachluje taki upolowaną padliną i każda panna jego :D

A słowiki w moich tarninowych chaszczach właśnie przymierzają się do godowego festiwalu. I nie powiem, że nie będę słuchać ich z przyjemnością :D

wtorek, 14 kwietnia 2009

Strzępki ubiegłego lata :D

Czyli zdjęcia ubiegłorocznych pióropuszów trzcin :D

Trudno teraz usiedzieć w domu, więc popołudnia spędzamy wałęsając się po okolicy. Bliższej i dalszej. Wczoraj dotarliśmy nad zalew, poszukując zawilców. Zawilce były - owszem, ale w takim śmietnisku, że odmówiłam wyjścia z samochodu.

Na takim głodzie jeszcze nie jestem żeby leżeć w cudzych śmieciach, a sprzątnąć się ich nie dało - ktoś sobie urzadził wysypisko śmieci. Prosię.

Pojechaliśmy dalej i w akcie desperacji (późno, daleko od domu i zimno jak nieszczęście) pastwiłam się nad, jeszcze nie zgniłymi trzcinami. Światło było ryzykowne - prosto w obiektyw. Zdziwiłam się, że w ogóle coś wyszło z eksperymentowania nad banalnym tematem :D



poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Uwertura na fagocie

Dlaczego na fagocie?

Bo wczoraj, w akcie desperacji postwielkanocnej (czytaj: w ramach zrzucania sadła), pojechaliśmy poruszać się. Znaleźliśmy ładny las bukowy. I stąd właśnie fagoty, bo nazwa tego instrumentu wzięła się prawdopodobnie od łacińskiej nazwy buka „fagus” (niektóre źródła podają, że od włoskiego „fagotto” czyli wiązka, ale to wydaje mi się mało prawdopodobne). Z buka głównie, z racji jego prostych długich pędów, wytwarza się fagoty - duże, drewniane instrumenty dęte, o pięknej, niskiej i głębokiej barwie.

Pluszaki

Dzieci lubią pluszaki.

Ja też. Ale takie żywe. Ogrodowe, które dziś postanowiły przewietrzyć swoje futerka i pokazały jakie są śliczne - moje sasanki „samoróbki”. Dostałam kiedyś od sąsiadki jedną okazałą roślinę, która po jakimś czasie zaczęła się rozsiewać. Teraz jestem posiadaczką poniższych pluszaków :DD




czwartek, 9 kwietnia 2009

Alleluja!

Znaczy tyle co „Radujmy się”.

Nie umiem składać życzeń - zawsze wychodzi mi to fatalnie, nieskładnie - normalnie drewno. Za to wiem co mnie uraduje, a czego mogłabym pożyczyć innym.

Ucieszę się z poczucia humoru, szacunku w tę i z powrotem, ciepłego słowa od czasu do czasu, wolnego czasu dla siebie samej, dotyku dłoni, miłych drobiazgów, które dużo znaczą. Przyda się też pogoda ducha, słońce i deszcz, ptaki w ogrodzie i cała masa innych rzeczy, których zwykle nie zauważamy, a składają się na szczęście i codzienność.

Przypomniała mi się przypowieść o kobiecie, która znalazła czterolistną koniczynę. Zaniosła ją do domu, usiadła wraz z rodziną na progu i czekali w wieczornej ciszy, aż szczęście do nich przyjdzie. Dookoła śpiewały ptaki, słychać było radosne krzyki dzieci, muczenie krów, brzęczenie pszczół. Dzień chylił się ku zachodowi, a oni siedzieli i byli coraz bardziej oburzeni, że szczęście do nich nie przychodzi - to oszustwo z tą czterolistną koniczyną!

Może po prostu powinszuję Wam umiejętności dostrzegania szczęścia i radości we wszystkich przejawach życia.

Alleluja :D

wtorek, 7 kwietnia 2009

Przedmioty bardzo praktyczne

Mężczyzna jest pragmatyczny.

Twierdzi, że rzeczy mają być przede wszystkim praktyczne i przydatne. Ha, ha! Zabiorę mu moją eLeczkę 400 i pogadamy o sprawach praktycznych i przydatnych! O!

Na dowód, że rzeczy mogą być i praktyczne i miłe dla oka zrobiłam makijaż - decoupage moim, najpraktyczniejszym pod słońcem, puszkom po landrynkach, służącym do chowania bambetli :D Kupuję sobie takie miłe landrynki, w jeszcze milszych puszkach, a jak już skarmię nimi wszystkich napotkanych ludzi (sama ze słodyczy najbardziej lubię kwaszone ogórki:D), zabawiam się w sposób, którego efekty są widoczne poniżej :D

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Potrzeba kwarantanny

Dziś w nocy wreszcie dotarła do domu ŚŚ - Śpiewająca Świnka.

Przyjechała do lasu, narobiła hałasu :DDDDD Wpadła, oświadczyła, że posiada dla nas dary w postaci oliwy, mydełek i zabawek dla najmłodszych Członków Rodziny i ona idzie spać. Oświadczyła też, że karmiona we Włoszech (na skutek niezrozumienia jej przez przemiłą Rodzinę, u której gościła) czekoladą i brzoskwiniami ma ...... uczulenie. Kurczę - uczulenie, to w tym wypadku eufemizm - ŚŚ pokryła się czerwonymi plamami na obliczu i wymaga pomocy lekarza.

No, to mamy teraz Świnkę z Pryszczycą :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

niedziela, 5 kwietnia 2009

Niedziela

Mężczyzna wrócił do domu. Wczoraj wieczorem.

Jak się komu chce, to zapraszam do lektury jego bloga, traktującego o przygodzie pojmowanej "po męsku" :DDDD Blog jest tutaj.

Dobrze, że już jest.

Mężczyzna obdarował mnie po męsku: dostałam koszulkę z ........ łosiem :D i byczym napisem "Biebrza" - jutro założę ją do pracy :DDDD


Nano Świnka (czyli Najstarsza Świnka) ze szczęścia upiekła ciasto jogurtowe z jabłkami (Aniu - dzięki za przepis) i cynamonem i obiad zrobiła. Teraz w domu pachnie niedzielnie i świątecznie.

Do kompletu brakuje tylko ŚŚ czyli Śpiewającej Świnki, która wciąż jeszcze śpiewa w Italii. A Najmłodsza Świnka (o jeszcze niewykrystalizowanym przydomku :DDD) właśnie utruwa wszystkim życie jęcząc i odmawiając sprzątnięcia swojego pokoju.

Ciekawe, bo w ogródku wykazywała nadzwyczajny pęd do pomocy przy ujeżdżaniu taczek. Narowiste były i dzieciątko postanowiło je poskromić. Poskramianie odbywało się w ten sposób, że Świnka, wisząc głową w dół z huśtawki, oznajmiała światu, w postaci Taty i Mamy, że są do góry nogami :DDDD i dziko rechotała. Taczki stały obok i spokojnie się przysłuchiwały - cierpliwe są najwyraźniej. Teraz, przekupiona przez Tatę obietnicą natychmiastowej konsumpcji ciasta Nano Świnki, chwilowo zaprzestając jęków, sprząta. Hmmmmmmm - jak to mężczyźni potrafią podejść kobietę - nawet tę najmłodszą :DDDDDDDD

Wszystko zaczyna wracać do normy. Jest dobrze :)

piątek, 3 kwietnia 2009

Kołdra

Pytałam różne osoby czego bały się, kiedy były dziećmi.

Prawie nikt nie pamiętał - nikt niczego się nie bał. Hmmm - ja się bałam. Bałam się w ciemności, ciemności i ciemności piwnicy. Ciemność zamieszkiwały Strachy i Lęki. Ciemność je uosabiała.

Pomagała na strachy i lęki ..... kołdra. Cicha, miękka i ciepła kołdra izolowała od ciemności chociaż pod nią tez było ciemno. Ale bezpiecznie. Czasem robiło się za ciepło i trzeba było walczyć ze strachami, żeby móc w ogóle wystawić spod kołdry choć czubek głowy.

Dorosłam - strachy i lęki zamieszkały gdzie indziej, ale to całkiem osobna historia i całkiem inny obrazek. I choć dziś, niestety, kołdra już nie jest azylem, to i tak lubię się pod nią chować przed całym światem. Ciągle jednak daje takie malutkie poczucie bezpieczeństwa.

Plotę bzdury - jestem zmęczona. Idę spać - pod kołdrę.

Dobranoc.

środa, 1 kwietnia 2009

Srak mi naptał!!!!

..... na berecik.

Kilka lat później na płaszczyk.

Teraz obsrywa mi notorycznie samochód czemu jestem sama winna, bo uparcie stawiam go pod morelą, będącą ulubionym miejscem odpoczynku szpaków i dzwońców. Mam alternatywę - a jakże: albo będę mieć zafajdane auto, albo będę udawać, ze posiadam luksusowe skrzyżowanie citroena z sauną fińską. Wolę być w ciapki, a raczej w kupki :DDDDD

Dziś obudziłam się tuż po czwartej: kos na świerku sąsiada wrzeszczał jak obłąkany (a raczej zakochany), pobudził resztę ptasiej hołoty w okolicy i spać się już nie dało :DDDDDDDDD

A co tam - jutro wkładam moje wiosenne ulubione buty :D

I może wypiję pierwszą w tym roku kawę w ogrodzie :DDDDDDDD

P.S.: A to moje ulubione wiosenne buty :DDDDDDDDDDDDD